środa, 16 stycznia 2013

Taiwan




Tajwanczycy protestuja, przez ostatni miesiac niemal na okraglo. Oczywiscie nie wszyscy, glownie przeciwnicy urzedujacego prezydenta, chca zeby ustapil, mimo, ze calkiem niedawno zostal wybrany na druga kadencje. Zarzuty, generalnie, dotycza braku kompetencji, nieradzenia sobie z gospodarka, ulegania Pekinowi itd.

Nic na to nie poradze, ale od jakiegos czasu przygladam sie Taiwanowi przez pryzmat Polski. Modna ostatnio u nas teoria postkolonialna powinna miec tym bardziej zastosowanie na Tajwanie, ktory, pomijajac wczesniejszy okres, najpierw byl japonska kolonia, a potem twarda reka rzadzil nim przez 40 lat rezim Kuomintangu gen. Chiang Kai-sheka, czyli nacjonalistow chinskich, ktorzy zbiegli na wyspe po przegranej z komunistami.

Choc nacjonalisci, jak wiekszosc mieszkancow wyspy, wywodza sie z chinskiego pnia kulturowego, postrzegani byli przez znaczna czesc jej mieszkancow jako cialo obce. Sytuacja zmienila sie nieco, gdy Taiwan stal sie demokracja, ale podzialy miedzy obydwoma obozami sa wciaz glebokie, konfrontacja bierze zwykle gore nad kompromisem. Skadinad Taiwan, a dokladniej jego autochtonska czesc, jest bodaj jedynym krajem w Azji, ktory ma przyjazne stosunki z Japonia. Po prostu wrogiem nr 1 byly komunistyczne Chiny. Ciekawa jest ta "mechanika" przyjazni i wrogosci w polityce miedzynarodowej. Dosc powiedziec, ze kazdza wizyta japonskiego premiera w slynnej swiatyni Yasukuni w Tokio (oprocz innych zlonierzy, czci sie tam tez zbrodniarzy wojennych), budzi furie Koreanczykow i Chinczykow z Pekinu, a byly prezydent Taiwanu Lee Teng-hui, wypowiada sie o zachowaniu japonskich politykow niemal pochlebnie. Japonczycy trzymali mieszkancow wyspy raczej pod butem, ale nikt nie zaprzeczy ze zrobili duzo dla jej modernizacji. Wielu starszych ludzi do dzis swietnie mowi po japonsku, i ma wiecej sympatii dla Japonii niz wobec Chin.

I Taiwan i Polska zaliczaja sie do tzw. third wave, czyli trzeciej fali demokracji o ktorej pisal Huntington- panstwa, ktore wybily sie na wolnosc na przelomie lat 80 i 90-tych. Tylko o ile w naszej czesci Europy, upadaly rezimy komunistyczne, czyli- z braku lepszego slowa-lewicowe, tam (i w innych krajach Azji), rzadzily wczesniej dyktatury prawicowo-nacjonalistyczne, czesto zmutowane z armia.

Mimo szkieletow w szafie, od pierwszych wolnych wyborow KMT (o zadnej zmianie nazwy partii nie bylo mowy), pozostaje sila dominujaca. Po pierwsze dlatego, ze dyktatorzy umieli kierowac gospodarka (u nas komunisci nie), po drugie, weszli w demokracje z silnych pozycji biznesowo-medialnych. Poza tym, gdy dawni opozycjonisci z DPP doszli w koncu do wladzy, mocno sie skompromitowali. Byly prezydent Chen Shui‑bian (z ladna karta opozycyjna) zostal skazany za korupcje i siedzi do dzis w wiezieniu.

Tak czy inaczej, wojna o pamiec wciaz trwa. W zaleznosci kto rzadzi, zmianie ulegaja nazwy ulic, pomnikow etc. DPP chcialaby pelnej suwerennosci, twierdzi, ze KMT uzaleznia wyspe od Pekinu, chcac, byc moze, przeksztalcic ja nawet w drugi Hong Kong. Wiekszosci spoleczenstwa nie odpowiada jednak tak ostra antychinska retoryka, wola status quo.

W ostatnia niedziele, 13-tego, przed palacem prezydenckim w Taipei, na zwienczenie calomiesiecznych demonstracji zebralo sie ponad 100 tys. osob. W tym samym czasie urzedujacy prezydent Ma Ying‑jeou, skladal w rocznice smierci kwiaty na grobie ostatniego dyktatora Chiang Ching‑kuo.

Na koniec cos ze swojej dzialki: demonstranci protestowali tez przeciw energetyce jadrowej. Na wyspie powstaje juz czwarty reaktor. Co ciekawe, i opozycja i rzadzacy, sa w zasadzie za odejsciem od atomu. Tajwan, podobnie jak Japonia, lezy na sejsmicznym obszarze, ludzie mocno przejeli sie Fukushima. Tyle ze, podobnie jak w Japonii, debata polega glownie na przerzucaniu sie skrajnosciami: przeciwnicy mowia, ze trzeba wylaczyc elektrownie, bo kraj czeka katastrofa, lobby atomowo-energetyczne zas, ze spowoduje to wzrost cen energii o 40% (przyklad Japonii uczy by do tych ostatnich szacunkow podchodzic z duza ostroznoscia).