środa, 27 lutego 2013

Fukushima, dalej to samo?

Jak wielokrotnie stwierdzono (komisje: parlamentarna, rzadowa i inne), u zrodel wypadku w elektrowni atomwej lezaly korupcyjne powiazania miedzy biurokracja panstwowa, a firmami energetycznymi. W zeszlym roku powolano nowego regulatora, ktory podlega teraz ministerstwu srodowiska (a nie gospodarki promujacemu energie jadrowa).

W przedmowie do raportu komisji parlamentrnej (zwlaszcza ang. wersji) duzy nacisk kladzie sie na skazy kulturowe Japonczykow np. przedkladanie lojalnosci do grupy (organizacji) ponad prawo, czy dobro publiczne. W ksiazce, ktora skonczylem niedawno pisac, probuje troche walczyc z tym podejsciem, zwracajac uwage na korupcjogenne otoczenie systemowe w jakim funkcjonowal przez lata atom w Japonii, i ze wobec tego, od tych zmian powinna zaczac sie reforma.

Gdy dowiaduje sie jednak, ze nowy juz regulator NRA, a scislej jego wysoki urzednik spotyka sie wielokrotnie z operatorem energii udostepniajac mu zawartosc raportu na temat bezpieczenstwa elektrowni,-raportu, ktory ma byc dopiero opublikowany, to zastanawiam sie czy rzeczywiscie problem nie tkwi w kulturze? Byc moze specyfika branzy jaka jest atom (fakt, ze budzi emocje spoleczne), wzmocnila typ zachowan charakterystyczny dla japonskiej kultury.

Jedna z lepszych ksiazek o Japonii napisal w latach 50-tych Arthur Koestler, daje w niej male szanse Japonczkom na powodzenie w nowoczesnym kapitalizmie, wlasnie ze wzgledow kulturowych. W duzej mierze, jak wiadomo, pomylil sie-Japonia stala sie gospodarcza potega. Jednak, kto wie, czy kulturowe przeszkody, o ktorych pisze, nie zasluguja na to by przyjrzec sie problemowi raz jeszcze. Do podobnych wnioskow doszedl wczesniej Max Weber wobec konfucjanizmu. Jego teorie tez zyskredytowano. Ciekawe jednak, do jakiego stopnia sukces azjatyckich krajow wynika z przeszczepienia tam protestancko-kapitalistycznej kultury, a do jakiego z rodzimych tradycji, oraz jak-jesli w ogole-tarcia miedzy nimi rozkladaja sie w dlugim okresie?