wtorek, 12 marca 2013

震災2年



To juz dwa lata. Szedlem akurat ulica w centrum Tokio, gdy ziemia zaczela sie trzasc jak nigdy wczesniej- widoku kolyszacych sie wiezowcow nie da sie wymazac z pamieci. A potem przyszlo tsunami, Fukushima, blisko 20 tysiecy zabitych, setki tysiecy ewakuowanych i lek milionow Japonczykow przed skazeniem radioaktywnym.

Gdyby ktos, po dluzszej przerwie, przyjechal dzis do Tokio, nie dostrzeglby zadnych zmian- miasto wyglada jak 5 lat wczesniej, ludzie reaguja podobnie. A jednoczesnie zmienilo sie wszystko: tragedia naznaczyla ludzi, nosza ja w sobie wszyscy ci, ktorzy pierwsze miesiace po 11 marca spedzili w Japonii. Zycie musi toczyc sie dalej, ale tamto doswiadczenie jest jak niewidzialny chip-my wszyscy pamietamy, czujemy atmosfere pierwszych tygodni i miesiecy po 11 marca.

Ocywiscie, tragedia ludzi z Tohoku jest bez porownania wieksza niz Tokijczykow, zwlaszcza tych, ktorzy utracili najblizszych i dobytek. Wspomniec wystarczy tylko o ponad 300 tys. ewakuowanych, wciaz zyjacych w tymczasowych mieszkaniach, przypominajacych czesto baraki. Jest wsrod nich 150 tys. mieszkanow Fukushimy-wielu nigdy nie wroci do swoich miejscowosci. Nie chce jednak pisac tu o konkretnych problemach, bedzie jeszcze czas wiele razy do tego wrocic, ukaze sie ksiazka.

Przy okazji rocznicy, dwie tylko ogolniejsze refleksje-jedna i druga o sposobie informowania o tragedii. Pamietam pierwsze dni po 11 marca i te wszystie artykuly prasowe, w ktorych powtarzano, ze co prawda spotkalo Japonie wielkie nieszczescie, ale na pewno szybko sobie z nia poradzi. Dlaczego? Bo to Japonia: ludzie sa tam pracowici, cierpliwi, zorganizowani itd. Poza tym, trzesienia ziemi i tsunami nie sa im straszne, bo przez wieki zdazyli sie do nich przyzwyczaic. Rok temu pokazywano uprzatniete z gruzow place w Tohoku, z podtekstem: patrzcie, odbudowa idzie pelna para! Pominmy juz, ze umykal gdzies obraz pojedynczych ludzi, ich cierpienia i problemy. Jak jednak zestawic to z doniesieniami teraz, po dwoch latach, gdy wszyscy niemal w Japonii przyznaja, ze odobudowa i dekontaminacja ida bardzo powoli, ze w wiekszosci miejsc nawet nie zapadla decyzja o odbudowie, ze marnotrawione sa srodki, i ze tylko w czterech z jedenastu powiatow Fukushimy prowadzona jest dekonataminacja?

Druga refleksja dotyczy Fukushimy i energii jadrowej. Mimo, ze minely dwa lata i tak duzo juz wiadomo, w wiekszosci polskich mediow i na blogach wciaz powtarza sie, ze przyczyna awarii bylo rekordowe tsunami, ze mimo to eletrowonie atomowe sa bezpieczne, ze skazenie radioaktywne nie zagraza ludziom. A gdzie informacje: o wnioskach komisji parlametarnej i rzadowej, o latach uchybien i korupcji w japonskiej energetyce jadrowej?

Na prawde, nie trzeba byc wrogiem atomu, “szalonym ekologiem”, ani znac japonskiego, by te problemy dostrzec: wystarczy rzucic tylko okiem, co pisaly i nadal pisza:The New York Times, Guardian, czy Economist. Celowo nie podaje niemieckich czasopism, bo malo tam o atomie dobrych informacji. Chodzi po prostu o bardziej wywazony obraz, o pokazanie drugiej strony problemu, czy chocby uznanie, ze ona w ogole istnieje.

Na koniec, kilka cytatow z wczorajszej wypowiedzi Naoto Kana, premiera rzadu Japonii w czasie katastrofy: elektrownia w Fukushimie byla “one step away from the worst situation” ,udalo sie jej uniknac “with God’s help.”
The safest nuclear power or energy policy is to realize ‘zero nuclear power.
The worst-case scenario envisaged was more nuclear reactors and spent nuclear fuel pools getting out of control, requiring the evacuation of around 50 million people, including those living in the Tokyo metropolitan area.”

...a wtedy: “many casualties may have resulted in the process of evacuation, and Japan consequently would not have fully functioned as a state over the long-term”.

...wreszcie: “Nuclear arms and atomic power represent a technology in which coexistence with man is extremely difficult”.

Zrodlo: The Japan Times, podkreslenia moje