wtorek, 5 marca 2013

Donald Richie, 1924–2013

Zmarl Donald Richie. Nie wiem nawet, czy wspomniano o tym w polskiej prasie, ale media na zachodnie poswiecily jego osobie duzo miejsca. Byl, w anglojezycznym swiecie, najbardziej znanym autorem ksiazek o Japonii, napisal ich chyba killadziesiat, najslynniejsze to: “Ozu”-o ukochanym japonskim rezyserze, “The Inland Sea”, kilka lat temu ukazal sie opasly dziennik, jest rowniez “The Donald Richie Reader: 50 Years of Writing on Japan”-kompendium najbardziej znanych tekstow, osobiscie polecalbym tez niektore opowiadania.

Zaczynal jako krytyk filmowy, potem pisal wiecej o kulturze, obyczajach Japonczykow, przez wiele dekad pelnil role pasa transmisyjnego miedzy Japonia a Zachodem, obajasniajac ten kraj Amerykanom i Europejczykom. Jest wiele osob, w tym kilka bardzo znanych, ktore pod wplywem lektrury Richiego zdecydowaly sie pojechac albo wrecz wyjechac do Japonii.

Byli i sa tacy, ktorzy posiadaja wiecej faktorgraficznej wiedzy o Japonii, ale nie na tym polegala sila i urok pisarstwa Richiego-on nie tyle znal, co czul ten kraj i potrafil to w niezwykly sposob przelac na papier. Jego opisy zachowan ludzi w zwyklych, codziennych sytuacjach sa niezrownane, robi to jako czlowiek z zewnatrz, ale z duza empatia i czesto eleganckim poczuciem humoru. Z zasady pisal nieobiektywnie, nie znosil sformulowan typu “z drugiej strony”, zawsze byla to jego opinia, jego wizja, jego uczucia, i takich pisarzy tez cenil.

Byl erudyta- laczyl gleboka znajmosc kultury Wschodu i Zachodu, ale tez niezwykle madrym czlowiekiem. W Inland Sea-opis tego regionu w Japonii jest tylko pretekstem do glebokich przemyslen o zyciu i swiecie, z prostych zdarzen i doznan potrafi uruchomic ciagi frapujacych przemyslen.

Szczerze mowiac, wahalbym sie polecic komus od reki jego ksiazki. Jesli chodziloby tylko o lekture o egzotycznym kraju, np. przed wyjazdem turystycznym-to jak najbardziej. Ale ci, ktorzy chca zajac sie Japonia na serio, powinni byc ostrozni. Zetkna sie po prostu z tak duza i sugestywna osobowoscia, ze moze to na dluzszy czas zdeformowac ich sposob postrzegania tego kraju. Lepiej najpierw doswiadczyc Japonii osobiscie, a potem dopiero siegnac po Richiego.

Donald Richie urodzil sie w 1924 roku w Ohio, w miejscu, ktorego nie znosil i skad od dziecka marzyl o ucieczce. W czasie wojny sluzyl w amerykanskiej armii, w 1945 roku jako zolnierz wyladowal w Japonii i nie liczac kilkuletnich przerw (m.in. na studia na Columbia univ.) mieszkal do konca zycia w Tokio. Lubil swoje zycie “uchodzcy”, w ciaglym zawieszeniu, nad poczucie przynaleznosci, przedkladal wolnosc. 

I may have rejected the U.S.A. where I was born… but I did not decide to be Japanese. That is an impossible decision since the Japanese prevent it. Rather, I decided to decorate Limbo and become a citizen of this most attractive, intensely democratic republic.”



i jescze:

“…the great lesson of expatriation…. In Japan I sit on the lonely heights of my own peculiarities and gaze back at the flat plains of Ohio, whose quaint folkways no longer have any power over me, and gaze at the islands of Japan, whose quaint folkways are equally powerless in that the folk insist that I am no part of them. This I regard as the best seat in the house because from here I can compare, and comparison is the first step toward understanding.”

Byl romantykiem. Nie lubil dzisiejszej Japonii, nowoczesnej, zrobotyzowanej, zwlaszcza lat 80-tych, gdy spekulacyjna banka mydlana na rynku nieruchomosci nadymala sie coraz bardziej, a wielkie firmy, i czesc spoleczenstwa wrecz ociekaly gotowka. Jego zdaniem chciwosc, pogon za mamona, nie pasuja do  Japonczykow. Byl zatem jedna z nielicznych osob, ktore z akceptacja przyjmowaly stagnacje ostatnich dwoch dekad. “Teraz bedzie tak, jak byc powinno, czyli Japonczycy znowu stana sie biedni”, mowil. 
Dla kogos, kto w dziecinstwie zamiast porzadnej amerykanskiej czekolady, mial do dyspozycji tylko wyrob czekoladopodobny, taka filozofia zawsze budzic bedzie odruch buntu. Jednak ostatnio, gdy po Fukushimie tyle pisalo sie o bezmyslnym wzroscie gospodarczym, przedkladaniu produktywnosci i zyskow korporacji ponad bezpieczenstwo ludzi i komfort ich codziennego zycia, myslami czesto wracalem do Richiego. Nie doslownie, ale w szerszym kontekscie, moze jednak mial racje?