wtorek, 19 marca 2013

Na Filipinach

Niewykluczone, ze jedna z piewszych rzeczy, ktorej nowy papa Franciszek bedzie musial poswiecic uwage, jest sytuacja na Filipinach, a scislej w jednym z miast tego kraju o nazwie Bacolod. Miejsce znane mi dotad jedynie z pieknch plaz, stanelo ostatnio w centrum debaty o miejscu kosciola w spoleczenstwie, a zwlaszcza relacji miedzy religia a polityka. Co sie tam wydarzylo?

Zblizaja sie wybory do senatu, trwa kampania wyborcza. Miejscowy biskup Vicente Navarra kazal wywiesic na katedrze wielka plansze, na ktorej umiescil dwie kolumny nazwisk. W jednej sa osoby, ktore on (i cala diecezja?) popiera, przy drugiej jest znak “X”- ludzie na ktorych glosowac nie nalezy. Chodzi o uchwalona w zeszlym roku, po latach debat, ustawe tzw. Responsible Parenthood and Reproductive Health Act, ktorej kosciol katolicki sie sprzeciwia. Biskup Navarra, senatorow glosujacych wtedy za, nie chce widziec w przyszlym parlamencie.

Przynaje: szczegolow ustawy nie znam, niektore paragrafy sformulowane sa na tyle nieprecyzjnie, ze latwo wyobrazic sobie ich sprzeczne interpretacje. Pewne jest jednak, ze wciaz istnieje zakaz aborcji,  poza tym ustawa propagowac ma swiadome macierzynstwo, edukacje seksualna i wolny dostep do srodkow antykoncepcyjnych. Wiadomo rowniez, ze w pierwszym rzedzie jej adresatem sa ludzie biedni i z prowincji, gdzie wplyw kosciola i hierarchow na zycie codzienne jest bardzo duzy, wiele osob np. nie uzywa prezerwatyw uwazajac to za grzech. Norma sa tam rodziny wielodzietne, niestety wiekszosc zyje w skrajnej biedzie. 

Nie informujac o szczegolach, przeciwnicy ustawy uczynili z niej iscie diabelski zapis. Dochodzilo do sytuacji, ze matki przestawaly przychodzic z dziecmi na szczepienia, bojac sie, ze gdy wyjdzie na jaw, ze to piate, czy siodme z kolei dziecko, wladze odbiora je i przeznacza do adopcji. Starcom i powaznie chorym mowiono, ze czeka ich eutanazja. Jedne i drugie obawy, twierdza ustawodawcy, sa kompletnie bezpodstawne. 

Filipiny sa w ponad 80 procentach katolickie, skoro wiec ustawa przeszla, to znaczy ze wiekszosc katolikow byla za. Kler jednak sie podzielil, oficjalne stanowisko kosciola jest wstrzemiezliwe, sa jednak ksieza, ktorzy otwarcie popieraja ustawe, z drugiej strony, ci najbardziej nieprzejednani, wieszcza autorom i adwokatom ustawy “wieczne potepienie”. Stad akcja biskupa z Bacolod. Okazalo sie jednak, ze wywieszjac plansze na murach katedry zlamal on prawo wyborcze, nie dlatego, ze prowadzi kampanie w kosciele, ale dlatego ze plansza przekracza dopuszczalne rozmiary. Navarra kazal wiec przeciac ja na pol, zarzucjac komisji ograniczanie swobody wypowiedzi. Potem, pod adresem diecezji, pojawily sie inne watpliwosci natury prawnej. Niektorzy prawnicy utrzymuja, ze kosciol jako instytucja powolana w 100% do dzialalnosci religijnej (stad zwolnienia z placenia podatkow), nie moze brac udzialu w kampanii wyborczej-jesli to robi powinien zostac opodatkowany. 

To jednak nie wszystko. Konflikt zaostrzyl sie, gdy na facebooku, jakis tydzien temu, pojawila sie strona, gdzie wyliczono ksiezy z miejscowej archidiecezji, ktorzy maja dzieci. Jest tam jeden arcybiskup, jeden emerytowany biskup oraz trzech biskupow, w tym....sam biskup Bacolod. Navarra musial zareagowac, okreslil ataki jako “niechrzescijanskie”, dodajac jednak, ze “niektorzy ksieza mieli dosiwadczenia of indiscretions w przeszlosci, ale zdali sobie sprawe ze swoich uczynkow, pokazali ze ich zaluja i wyprostowali swoje sciezki”. De facto potwierdzil wiec zarzuty, o sobie jednak nie wspominajac, co wiekszosc odebrala jako przyznanie sie do winy. Pojawily sie oczywiscie glosy o hipokryzji hierarchow, ktos napisal, ze “lepiej nie rzucac kamieniami, gdy samemu mieszka sie w szklanym domu”, z przekasem dodajac, ze slowo “ojciec” z jakim na Filipinach zwraca sie do ksiezy-nabralo “innego wymiaru”.
Konflikt trwa, media debatuja, spoleczenstwo jest podzielone.
Niektorzy ksieza z innych miejsc kraju, nasladujac Navarro wlaczyli sie w kampanie. 
Wybory w maju.