poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Wzrost PKB-po co?

Jakis tydzien temu w prasie Filipin ukazala sie wiadomosc, ze w ciagu ostatnich trzech lat (2009-12), liczba ludzi biednych w tym kraju utrzymala sie na niezmienionym poziomie i wynosi ok. 28%. Dla slabo zorientowanych nie robi to pewnie wiekszego znaczenia-Filipiny nie kojarza sie z zamoznoscia, raczej na odwrot: z bieda, beznadzieja, korupcja, absurdalnym rozwarstwieniem spolecznym, panstwem, w ktorym de facto wladze sprawuje kilka wplywowych klanow. Tyle ze ostatnio mialo sie to wreszcie zaczac zmieniac. Filipiny maja popularnego prezydenta, ktory prowadzi rozsadna rzekomo polityke gospodarcza, w rezultacie PKB uroslo w 2012 roku o 6,6%- wynik nie tylko jak na Filipiny, ale i w Azji, o pograzonym w stagnacji Zachodzie nie wspominajac, budzacy szacunek, agencja Fitch pierwszy raz uznala nawet Filipiny za kraj atrakcyjny do inwestowania.

Kolejny raz potwierdza sie wiec, jak zludne jest czynienie totemu z cyferek wrostu gospodarczego, rzeczywistosc moze byc, a ostatnio najczesciej jest, calkiem inna. Pytanie jest oczywiste: czemu/komu wzrost gospodarczy ma sluzyc? W przypadku Filipin posluzyl najpewniej najbogatszym, moze troche niewielkiej warstwie sredniej. Przypadek jest ciekawy przez swoja jaskrawosc. O Chinach, nie bez racji, mowi sie, ze kompensata za brak swobod demokratycznych bylo wyrwanie setek milionow ludzi z biedy (choc mozna miec watpliwosci, czy ci, ktorym sie nie udalo wyjad kiedys na prosta). Ale co z krajem takim jak Filipiny, gdzie gospodarka szybko rosnie, agencje ratingowe klaszcza, a ludzi zyjacych w slumsach nie ubywa?

niedziela, 28 kwietnia 2013

福島県、pref.Fukushima 28.04.2013, na szczescie daleko od elektrowni;)


 



zdjecia森菜穂子

Po dluzszej przerwie spowodowanej natlokiem zajec, wznawiamy aktywnosc blogerska swiezutkimi(28.04) zdjeciami z Fukushimy. W Japonii zaczyna sie GOLDEN WEEK

czwartek, 11 kwietnia 2013

"Renesans" atomu


Pamietam, czytajac kiedys dziennik Kisiela, jego codzienna obsesje wylapywania absurdow i przeklaman komunistycznej prasy. U mnie, jest troche podobnie z wiadmosciami na temat enregii jadrowej-taka juz skaza po Fukushimie.

Oto najnowszy kwiatek, rozmowa Rzeczpospolitej z Grzegorzem Wrochna, dyrektorem Narodowego Centrum Badań Jądrowych. Tytul mowi wszystko: “Fukushima niczego nie zmieniła”.

Moglbym, nie bedac przciez specjalista, polemizowac z kazda niemal linijka tego tekstu, ale szkoda mi juz czasu i energii. Niedlugo bedzie tu zreszta kolejny zestaw wiesci z Fukushimy.

Krotko:
1/ Czytelnik rozmowy nie dowie sie nic o 150 tys. ewakuowanych, z ktorych wielu nigdy nie wroci do swoich domow, nie dowie sie o skazonej ziemi, o slamazarnej dekontaminacji, o niestabilnej sytuacji w samej elektrowni-ledwie kilka dni temu wyciekla do ziemi skazona woda, przedtem zespul sie system zasilania. W rozmowie nie ma ani slowa o setkach miliardow dolarow kosztow katastrofy, o tym ze uprzatniecie elektrowni zajmie co najmnaiej 30-40 lat. Jesli winne bylo tylko tsunami, to dlaczego rozwiazano NISA-poprzedni urzad kontroli energetyki jadrowej, i powolano nowy? Gdzie sa wnioski z raportow komisji, parlamentranej i rzadowej, jasno stwierdzajace korupcje w jap. atomie, przeciez samo TEPCO sie do tego przyznalo.

2/Nie znam szczegolow sytuacji w USA, ale o zadnym renesansie energii jadrowej nie moze byc na razie mowy. Po pierwsze, dlaczego w ogole USA przez 30 lat przyhamowaly rozwoj atomu? Plany, jednej czy dwoch, nowych elektrownii atomowych-one maja prostu zastapic stare reaktory, wychodzace z uzytku. Co wiecej, w USA wartosc energii ze zrodel odnawialnych wlasnie przekroczyla ta pozyskiwana z atomu.

3/Niemcy. Czy na prawde nie jest mozliwe przyjecie opcji, ze rzad Niemiec rozwazyl sytuacje i uznal, ze wady atomu przewyzszaja jego zalety? I zrobil to pod wplywem Fukushimy, a nie kierujac sie kalkulacja wyborcza? Dwa lata po katastrofie nic nie zapowiada powrotu do atomu. Podobnie w Szwajcarii, we Wloszech, a ostatnio w referendach odrzucono plany budowy elektrowni na Litwie i w Bulgarii. Nastepny bedzie Tajwan, gdzie rzad zgodzil sie juz na referendum, plan budowy nowego reaktora zostanie niemal na pewno skreslony, bo wiekszosc spoleczenstwa i sil politycznych jest przeciw- tez na skutek Fukushimy.

Slowem, sytuacja wyglada “nieco” inaczej, niz ta pokazana w artykule. Po tym, co zobaczylem w Japonii jestem przecwnikiem energii jadrowej, ale potrafie zrozumiec argumenty strony przeciwnej, gdy chodzi na przyklad o bezpieczenstwo energetyczne kraju. Dyskutujmy jednak powaznie, atom nie jest cudownym zrodlem energii, ma wady i o nich tez trzeba ludziom mowic. W Japonii przez dziesiatki lat tego nie robiono, wiadomymi z jakim skutkiem.

Ps.Oto co mowi dzis byly szef US Nuclear Regulatory Commission, Gregory B. Jaczko (pelnil to stanowisko w czasie Fukushimy):All 104 nuclear reactors currently operational in the US have irreparable safety issues and should be taken out of commission and replaced,

http://rt.com/usa/us-nuclear-reactors-should-replaced-592/

sobota, 6 kwietnia 2013

Mocarstwo

Na marginesie notki o Korei. Wczoraj przez godzine ogladalem program CNN poswiecony Korei Polnocnej. Za CNN nie przepadam, drazni hollywoodzka estetyka, bombstycznymi zapowiedziami kolejnych audycji, podkreconymi komentarzami, graniem na emocjach. Wiadomo: za wszelka cene ma byc porywajaco, nie wazne jak skomplikowany jest temat. 

Wczoraj wypowiadali sie najpierw amerykanscy eksperci z szacownych instytucji, przyznajac w wiekszosci ze niewiele wiedza co sie w Phenianie dzieje, a tym bardziej jakie sa intencje mlodego Kima. Potem byla dyskusja w studio i dwoje gosci-glowne asy CNN od spraw miedzynarodwych: Zakaria i Amanpour. To przykulo moja uwage. Amanpour chyba z dzieisiec razy, w goracej dyskusji, powtorzyla fraze, ze Ameryka jest swiatowym supermocarstwem, albo jedynym supermocarstwem na swiecie, co predestynuje i wymusza na niej zaangazowanie w konflikt koreanski.

Powtorzone z naciskiem kolejny raz, stawalo sie to nieznosne, zdradzajac, sam nie wiem, ignoracje? arogancje?, a moze jedno i drugie. Tak, USA wciaz maja by far najpotezniejsza armie na swiecie i najbardziej nowoczesna. Ale doprawdy, nie trzeba byc ekspertem, by wiedziec, ze relatywnie rola USA i armii tego kraju na swiecie maleje i bedzie malec. Ta sama fraza: America is the world's only superpower (period), 15 lat temu i powtorzona dzisiaj, choc nominalnie wciaz prawdziwa, ma jednak calkiem inny wydzwiek. Jest w tym cos niestosownego, a gdy pada z ust eksperta moze budzic niepokoj. Gdyby chociaz bylo, ze mimo wszystko jest ona ciagle swiatowym mocarstwem.

Amanpour nie zachecala bynajmniej do twardych krokow wbec Phenianu, raczej na odwrot. Chodzi o dobor slow bedacy odbiciem swiadomosci i o poczucie realizmu wplywowej w USA osoby.  


piątek, 5 kwietnia 2013

Troche o Korei Polnocnej

Nie bede twierdzil, ze sytuacja na polwyspie koreanskim na pewno nie wymknie sie spod kontroli- bo tak nie jest. Tym nie mniej, widzac jak media nonstop grzeja temat, trudno wyzbyc sie poczucia jalowosci calej sytuacji. Od lat przeciez, co jakis czas, kolejny Kim odpala rakiete, albo grozi zniszczeniem Korei, Japonii czy USA, a media dostaja amoku, pojawiaja sie specjalisci snujacy przeciwstawne czesto teorie, z trudem tylko kryjace bezsilnosc w zrozumieniu tego co sie na prawde w Korei Polnocnej dzieje. Zestaw ewentualnosci jest w zasadzie niezmienny, tradycyjnie nie ma takze zgody jak postepowowac z Phenianem wsrod glownych stron konfliktu.

Mimo ze gielda w Seulu, jak sie zdaje, zanotowala dzis duze spadki, to lepiej wziac zimny prysznic i zapoaznac sie chocby z opinia trzezwego jak zwykle Wiliama Peska, korespondenta Bloomberga, ktory jest akurat w Seulu:

The vibe on the ground in South Korea is instructive. In Seoul, do you know how many people seem to be panicking? None. Folks go to work, kids head to school, buses run on time, newspapers are delivered each morning. There’s no run on banks, and supermarket shelves are full. There’s no bull market in bomb shelters and the hotel where I’m staying isn’t giving out iodide pills. Life goes on.

Przegladam codziennie anglojezyczne gazety z Korei Poludniowej i w wiekszosc ton jest wywazony, spokojny, wiecej mowi sie chyba o sytuacji na Polnocy w mediach zachodnich niz w Seulu. Dziwie sie tylko, widzac potem relacje zagranicznych telewizji, w ktorych wiekszosc napotkanych przechodniow w Seulu boi sie ataku z Polnocy. Jak oni tych ludzi znajduja? Kim Jong-un nie jest szalencem- wie, ze atak militarny na USA, Japonie, czy Poludnie, bedzie oznaczal zniszczennie jego rezymu. Mozna nawet powiedziec, ze w otoczeniu kulturowo-polityczno-geograficznym w jakim sie znalazl, zachowuje sie racjonalnie. Chodzi tu o ustrojowa hybryde:dynastyczna dyktature z elementami teokracji, ktorej glowna idea jest samowystarczalnosc kraju. 

Oczywiscie lekcewazyc sytuacji nie mozna. Zaplanowany atak militarny jest malo prawdopodobny, ale mozliwsc pomylki, przekalkulowania, zawsze istnieje: wystarczy, ze rakieta, ktora miala przeleciec nad Japonia spadnie obok Tokio, albo gdzies w poblizu wysp Guam, ktore naleza do USA, a sytuacja zmieni sie diametralnie. Stosunki na Dalekim Wschodzie i bez Phenianu sa napiete, Kora Polnocna zawsze liczy na mozliwosc rozgrywania tych animozji. Pytanie do rozwazenia: jak zachowalby sie Seul po wystrzeleniu przez Phenian rakiety na Japonie? Jedno jest pewne: przyspieszyloby to tylko proces zmiany konstytucji i remilitaryzacji Japonii, co zreszta i tak nastepuje. Warto zwrocic rowniez uwage, ze Daleki Wschod wciaz tkwi w zimnowojennych granicach i porzadku geostrategicznym (Korea, Tajwan, pacyfistyczna Japonia), a przeciez tyle sie politycznie i gospodarczo w tej czesci swiata zmienilo.

Problem dwoch panstw koreanskich byloby latwiej zazegnac, gdyby lezalo to w interesie, albo bylo choc neutralne dla miejscowych mocarstw i USA. Ale tak chyba nie jest, strach przed destabilizacja i kosztami ewentualnego zjednoczenia jest zbyt duzy. Najlepiej gdyby Phenian wybral droge reform chinskich. Jest to ciagle mozliwe, pytanie jednak, czy nie stoi to w sprzecznosci z istota tej quasi religijnej dyktatury? Tutaj roznice z niedemokratycznym, skorumpowanym, ale jednak racjonalnym i merytokatycznym modelem Chin sa znaczace. 
Na razie bedzie wiec chyba jak dotad. Jak dlugo jeszcze? Tego nikt rozsadny nie jest w stanie przewidziec.

środa, 3 kwietnia 2013

YOKIMURA

W nawiazaniu do postu o aborcji w Korei przyszlo mi do glowy skojarzenie...z zyciem i poezja Milosza. Zdjecie tam zamieszczone nie jest z Korei Poludniowej tylko z Japonii, to  mizuko jizo-figurki nienarodzonych dzieci (w wyniku aborcji czy poronienia), ktore matki stawiaja przy swiatyniach buddyjskich.
Dlaczego Milosz? Skonczylem niedawno czytac biografie Milosza Andrzeja Franaszka, zeszlo mi z tym sporo czasu, bo ksiazka jest gruba, a ja ze wzgledu na podroze miedzykontynentalne musialem wiecej niz raz odkladac lektrure. Ksiazka bardzo ciekawa, jednym z watkow, nie dokonca wyjasnionych, jest mlodzienczy romans Milosza z Jadwiga, zwiazek nieszczesliwy, bo poeta porzucil narzeczona, ktora -to domysl-mogla byc w ciazy. Jesli tak, to Jadwiga zdecydowala sie na aborcje. Kilka lat potem urodzila dziecko Sergiusza Piaseckiego, ktory Milosza nienawidzil i chyba w jakies powiesci w zawoalowany sposob o Miloszu (“mlody narcyz”) i o aborcji wspomina. 

Tak czy inaczej, Milosz nigdzie wprost o tym nie mowi, a Franaszek stawia w ksiazce znak zapytania. Sprawa nie jest tylko mlodzienczym epizodem w zyciu poety, bo do romansu z Jadwiga wracal do konca zycia, mial z tego powody wyrzuty sumienia, byc moze chodzilo wlasnie nie tyle o narzeczona, co o nienarodzone dziecko. To napiecie, ktore nosil w sobie, moglo istotnie wplynac na charakter jego poezji.

I oto w tomie poezji zebranych trafiam na wiersz Yokimura, pisany juz w latach 90-tych, ktory zaczyna sie tak: 

Kiedyś w telewizji oglądałem cmentarz dzieci nie urodzonych, z małymi grobkami, na których, kobiety japońskie zapalają znicze i składają kwiaty. Utozsamialem sie przez chwile z jedna posrod nich, pochylajaca sie, zeby polozyc wiazke chryzantem.

i pierwszy wers:

-Moj synu, byles poczety w milosci, tyle tylko bede wiedziec o tobie.
(...)

Taki jest poczatek utworu, ktorego nie bede tu przepisywac w calosci. Oczywiscie nie pada zadne imie ani nazwisko, snuc wiec mozna dowolne interpretacje. Majac jednak w pamieci potwierdzone nawet tylko  fragmenty zyciorysu poety, trudno odeprzec mysli, ze moze to byc bardzo osobisty utwor.