piątek, 5 kwietnia 2013

Troche o Korei Polnocnej

Nie bede twierdzil, ze sytuacja na polwyspie koreanskim na pewno nie wymknie sie spod kontroli- bo tak nie jest. Tym nie mniej, widzac jak media nonstop grzeja temat, trudno wyzbyc sie poczucia jalowosci calej sytuacji. Od lat przeciez, co jakis czas, kolejny Kim odpala rakiete, albo grozi zniszczeniem Korei, Japonii czy USA, a media dostaja amoku, pojawiaja sie specjalisci snujacy przeciwstawne czesto teorie, z trudem tylko kryjace bezsilnosc w zrozumieniu tego co sie na prawde w Korei Polnocnej dzieje. Zestaw ewentualnosci jest w zasadzie niezmienny, tradycyjnie nie ma takze zgody jak postepowowac z Phenianem wsrod glownych stron konfliktu.

Mimo ze gielda w Seulu, jak sie zdaje, zanotowala dzis duze spadki, to lepiej wziac zimny prysznic i zapoaznac sie chocby z opinia trzezwego jak zwykle Wiliama Peska, korespondenta Bloomberga, ktory jest akurat w Seulu:

The vibe on the ground in South Korea is instructive. In Seoul, do you know how many people seem to be panicking? None. Folks go to work, kids head to school, buses run on time, newspapers are delivered each morning. There’s no run on banks, and supermarket shelves are full. There’s no bull market in bomb shelters and the hotel where I’m staying isn’t giving out iodide pills. Life goes on.

Przegladam codziennie anglojezyczne gazety z Korei Poludniowej i w wiekszosc ton jest wywazony, spokojny, wiecej mowi sie chyba o sytuacji na Polnocy w mediach zachodnich niz w Seulu. Dziwie sie tylko, widzac potem relacje zagranicznych telewizji, w ktorych wiekszosc napotkanych przechodniow w Seulu boi sie ataku z Polnocy. Jak oni tych ludzi znajduja? Kim Jong-un nie jest szalencem- wie, ze atak militarny na USA, Japonie, czy Poludnie, bedzie oznaczal zniszczennie jego rezymu. Mozna nawet powiedziec, ze w otoczeniu kulturowo-polityczno-geograficznym w jakim sie znalazl, zachowuje sie racjonalnie. Chodzi tu o ustrojowa hybryde:dynastyczna dyktature z elementami teokracji, ktorej glowna idea jest samowystarczalnosc kraju. 

Oczywiscie lekcewazyc sytuacji nie mozna. Zaplanowany atak militarny jest malo prawdopodobny, ale mozliwsc pomylki, przekalkulowania, zawsze istnieje: wystarczy, ze rakieta, ktora miala przeleciec nad Japonia spadnie obok Tokio, albo gdzies w poblizu wysp Guam, ktore naleza do USA, a sytuacja zmieni sie diametralnie. Stosunki na Dalekim Wschodzie i bez Phenianu sa napiete, Kora Polnocna zawsze liczy na mozliwosc rozgrywania tych animozji. Pytanie do rozwazenia: jak zachowalby sie Seul po wystrzeleniu przez Phenian rakiety na Japonie? Jedno jest pewne: przyspieszyloby to tylko proces zmiany konstytucji i remilitaryzacji Japonii, co zreszta i tak nastepuje. Warto zwrocic rowniez uwage, ze Daleki Wschod wciaz tkwi w zimnowojennych granicach i porzadku geostrategicznym (Korea, Tajwan, pacyfistyczna Japonia), a przeciez tyle sie politycznie i gospodarczo w tej czesci swiata zmienilo.

Problem dwoch panstw koreanskich byloby latwiej zazegnac, gdyby lezalo to w interesie, albo bylo choc neutralne dla miejscowych mocarstw i USA. Ale tak chyba nie jest, strach przed destabilizacja i kosztami ewentualnego zjednoczenia jest zbyt duzy. Najlepiej gdyby Phenian wybral droge reform chinskich. Jest to ciagle mozliwe, pytanie jednak, czy nie stoi to w sprzecznosci z istota tej quasi religijnej dyktatury? Tutaj roznice z niedemokratycznym, skorumpowanym, ale jednak racjonalnym i merytokatycznym modelem Chin sa znaczace. 
Na razie bedzie wiec chyba jak dotad. Jak dlugo jeszcze? Tego nikt rozsadny nie jest w stanie przewidziec.