czwartek, 30 maja 2013

Wizyta

Myli sie premier Tusk, gdy usprawiediwia wizyte p. Kopacz w Pekinie 4 czerwca, mowiac ze historia Chin obfituje w tyle dramatycznych wydarzen, ze trudno znalezc jakis niekontrowersyjny termin. Owszem, historia Chin jest bujna, ale nie ma chyba innej (prosze wskazac!), poza 4 czerwca, konkretnej daty, ktora czlowiek nie zajmujacy sie zawodowo Chinami moglby wymienic. O innych, czasem dramatycznych wydarzeniach, mowimy odnoszac je raczej do okresow historycznych. (Powstanie Tajpingow, Bokserow, Rewolucja Kulturalna itd.).

4 czerwca ma wiec znaczenie symboliczne. Daja temu wyraz (bo im wolno) chocby mieszkancy Hong Kongu, czy Tajwanu. Zatem wizyta zagraniczna na wysokim szczeblu, wlasnie w tym dniu, bedzie, tak czy inaczej, odnoszona do wydarzen z Tiananmen. Szans, na publiczne wspomnienie o rocznicy, nie ma zadnych. Wladze pilnuja, by zwlaszcza ten dzien niczym sie od innych nie wyroznial. Zreszta, jakas nagla improwizacja, czy szarza w pojedynke z polskiej strony, bylalby duzym bledem (Tusk wspomnial, ze Kopacz poruszy kwestie braku wolnosci w Chinach ). Polski glos, krytyczny wobec Chin, ma sens tylko wtedy, gdy reprezentuje cala Unie Europejska. 

Bedzie wiec zapewne tak, ze w czasie rozmow dwustronnych Kopacz napomknie cos o prawach czlowieka, a Chinczycy jej przyklasna, zapewniejac ze konsekwentnie holduja tej szczytnej idei wyciagajac miliony ludzi z biedy. Po powrocie do Warszawy, polska strona opowie jak walczyla o chinska demokracje, a w Pekinie nikomu nie bedzie o tym wiadomo. 

Chociaz... moze tez nie do konca. Przecietny Chinczyk o Polsce nie wie nic. Ale ci bardziej uswiadomieni, czesc elit, w tym partyjnych, dobrze pamietaja Solidarnosc. To wlasnie polski Sierpien i potem Pierestrojka sluzyly chinskim przywodcom za memento: co stanowi najwieksze zagrozenie dla ich wladzy. Tak wiec dla czesci bardziej liberalnych, a milczacych dzis Chinczykow, “biznesowa” wizyta w Chinach 4 czerwca, politykow wywodzacych sie, badz co badz, z Slidarnosci, moze byc odczytana jako dowod poparcia dla wladz, (“bo skoro nawet w tym dniu...”). Z drugiej strony warto obesrwowac oficjalne media. Czy, nie wspominajac o Tiananmen, nie zechca w odpowiedni sposob naswietlic propagandowo tej wizyty. 

Niewiele da sie zrobic dla praw czlowieka w Chinach. Biznes jest wazny. Ale gesty, czasem drobne, czasem pozorne, tez sie licza. W tym przypadku wystarczylo po prostu pewnej rzeczy nie robic. A nie, post factum, wyszukiwac uzasadnienia dla najpewniej dyplomatycznej fuszerki.

wtorek, 21 maja 2013

Wszystkie amerykanskie reaktory do wymiany.

Dzis wrocam na chwile do postu o "renesansie atomu." by wyluskac tam z samego konca opinie Gregora Jaczko, bylego szefa NRC (amerykanski regulator energetyki jadrowej.)  Ta wypowiedz jest wazna, moze wrecz niezwykla,  a w Polsce nikt nie zwrocil na nia chyba uwagi, albo nie chcial tego zrobic...
Jaczko byl czesto pokazywany w japonskich mediach po 3.11. Wypowiadal sie wtedy standardowo tzn. w Fukushimie wydarzylo sie nieszczescie, ale sytuacja jest pod kontrola i wraca do normy, z drugiej strony zapewnial, ze elektrownie jadrowe w USA sa calkowicie bezpieczne. Tyle.

Jakis rok pozniej przyszla wiadomosc, ze Jaczko zrezygnowal. Wedlug poglosek poszlo o roznice zdan wewnatrz NRC na temat stanu bezpiecznestwa amerykanskich reaktorow. Oczywiscie nowe szefostwo NRC zapewnilo od razu, ze zadnego problemu nie ma.

I oto w kwietniu tego roku pojawia sie wypowiedz Jaczko z konferencji o energetyce jadrowej, na ktorej mowi, ze wszystkie 104 reaktory w USA maja powazne defekty bezpieczenstwa, ktorych nie da sie naprawic, powinny zostac wiec wycofane i zastapione nowymi.

Skad teraz ta konkluzja?

Jaczko: “Myslalem wiecej o tych zagadnieniach, przygladajac sie, jak firmy energetyczne, regulatorzy i cala spolecznosc zajmujaca sie bezpieczenstwem energetyki probuja zaradzic tym bardzo, bardzo trudnym problemom (w elektrowniach), ktore staly sie bardziej widoczne dzieki awarii w Fukushimie." I dodaje: "nalepianie kolejnych plastrow nie uleczy tego problemu"
 
Nie wiem dokladnie jak bylo, w komentarzach pod artykulem mozna przeczytac o politycznych motywacjach (jakich?) Jaczko. Ale widzialem film dokumentalny z prywantnej wizyty Jaczko w Fukushimie, nie tylko w elektrowni, ale w wielu okolicznych miejscowosciach, rozmawial z mieszkancami, ogladal porzucone wioski i byl (chyba na prawde) poruszony. Wyobrazam juz sobie zarzuty, ze to uleganie emocjom albo nawet sentymentalizm, bo przeciez "w Fukushimie nikt na skutek promieniowania nie zginal". Pomijajac wszelkie inne wymierne koszty awarii (setki milardow dolarow), to strach milionow ludzi przed promieniowaniem, w calej Japonii, byl, i w jakims stopniu wciaz jest, calkiem realny. Czy kalkulujac inwestycje w energetyke jadrowa, mozna ten czynnik calkowicie pominac?

Jeszcze raz link:

http://rt.com/usa/us-nuclear-reactors-should-replaced-592/

piątek, 17 maja 2013

Nowe zdjecia, Ko Sasaki

Znajomy japonski fotograf, Ko Sasaki, wciaz jezdzi do Tohoku, w tym do Fukushimy. Ostatnio przyslal mi troche zdjec, ktore, za jego zgoda, zamieszczam.
O obecnej sytuacji pisze w mailu, ze proces odbudowy idzie bardzo powoli, i chyba "nigdy sie nie skonczy". Gruzy po tsunami sa moze i uprzatniete, ale zostaja gole place ze szczatkami fundamentow. "Pustka. Ludzie opuszczaja Miyagi i Iwate". "W Fukushimie czesc wraca, nie dlatego, ze czuje sie bezpiecznie, ale ze wzgledow finansowych. Jesli opuscisz Fukushime, to nie przysluguje ci czesc odszkodowan."











środa, 15 maja 2013

Hashimoto

Znowu jest afera z wypowiedzia na tematy wojenne japonskiego polityka. Chodzi tym razem o Toru Hashimoto, burmistrza Osaki i szefa jednej z mniejszych partii, aspirujacej jednak do bycia wiodaca sila w kraju. Hashimoto powiedzial mniej wiecej, ze nie rozumie skad tyle halasu o przyfrontowe domy publiczne w czasie wojny, czyli o prostytutki swiadczace uslugi japonskim zolnierzom. Jego zdaniem to naturalne i potrzebne, bo lepiej miec takie instytucje pod kontrola, niz oddac sprawe na zywiol meskich popedow. Zachecil tez, dla zdrowia, amerykanskich zolnierzy stacjonujacych w Japonii, do korzystania z takich przybytkow. 

Sprawa jest interesujaca z kilku wzgledow.

1/Na pewno jest tak, ze w tradycyjnej kulturze Japonii podejscie do seksu i prostytucji bylo duzo mniej purytanskie, czyt. bardziej pragmatyczne, niz na Zachodzie. Seksu, rowniez platnego, nie kojarzono z grzechem. Zaraz po drugiej wojnie, byl taki strach, ze amerykanscy zolnierze beda seryjnie gwalcic “porzadne” japonskie dziewczeta i kobiety, ze zorganizowano specjalne miejca, gdzie uslugi swiadczyly zawodowe prostytuki. Podobnie "planowo" bylo wiec na wojnie i w tym sensie Hashimoto ma racje. Ale nawet jesli tak, to pozostaje, pytanie, czy wypada tak lekko o tym chlapac, czy nie jest to akurat ta sytuacja, gdy mowimy, ze "hipokryzja to hołd składany cnocie przez występek". Co innego, gdyby chodzilo o zamkniete spotkanie, wywazony esej, a tak musialo sie skonczyc skandalem.  

2/Tym bardziej, ze ten konkretny przypadek jest obolaly i bynajmniej niejednoznaczny. Bo istota problemu “comfort women” polega na tym, ze byly one zmuszane do prostytucji, ze bylo wsrod nich wiele normalnych kobiet (glownie Koreanek, rowniez Chinek i Holenderek mieszkajacych w Indonezji), i trauma, ktorej doznaly naznaczyla je na cale zycie. Wiele kobiet, zwlaszcza w Korei, albo ukrywalo swoja tajemice do smierci, albo nigdy nie wyszlo za maz. W tym sensie, wypowiedz Hashimoto jest co najmniej malo delikatna, nawet w pozniejszej, zlagodzonej wersji. 

3/Oczywiscie sprawa ma kontekst polityczny. Jest to jeden z tych tematow, ktory zawsze mozna uruchomic dla biezacych celow, po jedenej i drugiej stronie. Koreanczycy zawsze moga docisnac pedal martyrologii i zazadac nastepnych i jeszcze nastepnych i jeszcze nastepnych przeprosin. Mozna pytac, czy stawianie pomnika comfort woman przed japonska ambasada w Seulu jest dobrym pomyslem? Z drugiej strony, kwestia stosunku Japonii do wlasnej wojennej przeszlosci oczywiscie istnieje. Nie jest to, jak chca niektorzy, efekt kulturowy (brak poczucia winy u Japonczykow), a raczej skomplikowanej sytuacji politycznej w tym kraju po wojnie, wewnetrznej i zewnetrznej.

4/Nie ukrywam, ze przez krotki czas, gdzies na pocz. zeszlego roku, patrzylem z sympatia na Hashimoto. Irytowal celebryckoscia, ale wydawalo sie, ze ma jakis program, chocby czesciowy, a przynakmniej, ze przewietrzy zmurszala scene polityczna. Teraz to juz odlegle wspomnienie...

sobota, 11 maja 2013

Roger Pulvers



Pisalem niedawno o zmarlym Donaldzie Richie, dzis kilka zdan o innym waznym obcym w Japonii. Roger Pulvers na szczescie zyje, ale z koncem marca przestal, po wielu latach, zamieszczac felietony w The Japan Times. Wiele osob traci tym samym mozliwosc regularnego obcowania z tym niewatpliwie interesujacym czlowiekiem. 
Pulvers, wnuk polsko-zydowskich imigrantow, urodzony w Kaliforni, w typowej rodzinie klasy sredniej, kilka razy w zyciu zachowal sie w sposob, by tak rzec, nietypowy. Po pierwsze nie zostal ani prawnikiem ani lekarzem, co bylo naturalnym wyborem w srodowisku w ktorym wyrastal. Poszedl na filologie rosyjska na Harvardzie. Potem, zafascynowany polska kultura, a zwlaszcza teatrem Kantora, nauczyl sie polskiego, pojechal do Polski, gdzie poznal Wajde i innych znanych tworcow. W polowie lat 60-tych laduje w Japonii i tu odkrywa swoje miejsce na ziemi. To druga z nietypowych decyzji. Pulvers nie tylko osiedla sie w Japonii i zglebia kulture tego kraju, ale obiera droge najtrudniejsza, uczac sie porzadnie japonskiego, w mowie i w pismie- potem publikowac bedzie w tym jezyku ksiazki i sztuki teatralne. Nawet dzis poslugiwanie sie japonskim na takim poziomie jest rzadkie wsrod obcokrajowcow, wtedy budzic musialo sensacje, moze nawet postrach-Japonczycy czesto niepewnie reaguja na obecnosc gaijinow (obcych) zbyt dobrze wladajacych ich jezykiem.
Wspominany juz Richie, choc swietnie mowil- nie potrafil jednak pisac i czytac po japonsku, z czego nie robil zreszta tajemnicy. Inaczej niz jego wielki poprzednik z przelomu XIX/XXw, Lafcadio Hearn, najwazniejszy chyba obcokrajowiec w Japonii, autor wielu ksiazek o tym kraju, ktory przybral nawet japonskie nazwisko. Hearn brak znajomosci japonskiego ukrywal podobno przed czytelnikami. Tymczasem Pulvers, bohater tej notki, nie tylko wypelniac zaczal role posrednika miedzy Japonia a swiatem zewnetrznym (to 99% propozycji jakie, nie liczac prostych prac, przewidziane sa dla obcych w Japonii), ale zajal istotne miejsce na japonskiej scenie kulturalnej, na rowni z Japonczykami. By dopelnic listy niekonwencjonalnych posuniec dodajmy, ze Pulvers zrzekl sie obywatelstwa USA (akt zawsze niemile widziany przez Amerykanow) i przyjal australijskie, byla to reakcja na wojne w Wietnamie. W Japonii urodzilo mu sie czworo dzieci, ktore poslal do japonskiej szkoly. Dopiero gdy zorientowal sie, ze duzo lepiej niz po angielsku, mowia po japonsku, zdecydowali z zona (Amerykanka) spedzic kilka lat w Australii.

Tyle tytulem wstepu. Rzeczywistym impulsem do zamieszczenia tego postu, jest nie tyle osoba Pulversa, ani nie to, ze przestal regularnie publikowac, co motywy jakie stac mogly za jego decyzja. Wiazac sie to moze z ogolniejszym pytaniem o konsekwencje bycia obcokrajowcem, zwlaszcza w kraju o calkiem innej kulturze. Zastanawiam sie, czy nawet w przypadku takiego weterana, kogos tak swiadomego jak Pulvers, nie zaistanial, dobrze skadinad znany, mechanizm zderzenia ze sciana obcosci, w kraju ktory jednoczesnie: jest swoj i nieswoj.

Mowi sie czesto, ze obcokrajowiec w Japonii (dotyczy to pewnie i innych krajow) przechodzi trzy fazy: fascynacji, ktora ustepuje miejsca nienawisci, czasem depresji, na koncu jest akceptacja albo zobojetnienie. Poszczegolne przypadki roznia sie na tyle, ze trudno czynic z tego sztywna regule. Hearn byl podobno rozczarowany pod koniec zycia do Japonii. Richie filtrowal wszelkie doznania przez swoj stoicki umysl, nie sadze wiec by miotaly nim uczucia. Andrew Nathan-inny wielki gaijin- twierdzi, ze Japonia sie po prostu od niego mentalnie odkleila (mieszkal juz wtedy w USA). Pamietam przejmujacy fragment jego autobigrafii. W czasie podrozy do Tokio wybral sie na pobliska gore Takao, byl w znanym sobie otoczeniu, o obyczajach tego kraju wiedzial wiecej niz przecietny Japonczyk i nagle poczul sie obco. Doznanie mogacei zmrozic krew w zylach. Pol biedy, gdy czlowiek ma dokad wrocic. A inni? Wystraczy poczytac angielskojezyczne portale w Japonii: ilu tam sfrustrowanych ludzi, nienawidzacych wrecz kraju, w ktorym musza jednak zyc uwiazani praca albo rodzina.

Roger Pulvers ma na szczescie dom w Australii, nie wiem jaka decyzje podejmie. Ale ton zniechecenia, nie tyle moze do kultury, co sytuacji polityczno-spolecznej w Japonii, byl ostatnio w jego publikacjach bardzo widoczny. Czare goryczy przelala chyba Fukushima. Jego pesymizm byl o tyle bolesniejszy, ze spadl nagle. Jeszcze niedawno oczekiwania byly calkiem odmienne. Najpierw, po pol wieku, udalo sie zlamac monopl partii rzadzacej LDP, potem nadeszedl 11 marca 2011- wielka tragedia, dajaca jednak szanse na nowe otwarcie. Pulvers stal sie przeciwnikem atomu, glownie, jak sadze, pod wplywem doniesien o korpucji, ktora przezarty byl swiat japonskiej energetyki. I oto niecale dwa lata pozniej Japonczycy, mimo ze w wiekszosc przeciw energii jadrowej, przywracaja do wladzy stara gwardie z LDP, nawet glosami mieszkancow Fukushimy. Co wiecej, wyglada jakby, przynajamniej na chwile, Japonia zlapala drugi oddech. Tyle ze odbywa sie to w atmosferze, z ktora calkiem Pulversowi nie po drodze. W Europie, uchodzilby on za zwyklego socjaldemokrate, w USA poglady sytuowaly go pewnie tam, gdzie zwolennicy Tea Party uzywaja slowa komunizm. A poza tym jest on idealista, a tacy ludzie latwiej rozczarowuja sie do okolicznosci. W Japonii tymczasem wraca znowu wybielanie wojennej przeszlosci, zas szanse na zmiane pacyfistycznej konstytucji sa obecnie najwieksze od kilkudziesieciu lat. Okropnie to banalne, ale wyglada na to, jakby kolejny raz Japonia nie chciala spelnic oczekiwan i marzen obcokrajowca, ktory oddal jej tyle zycia i tyle serca.  

Zalaczam linki do trzech pozegnalnych art. Pulversa. To jego spojrzenie na losy Japonii: przeszle, obecne i przyszle. Bije z nich gorycz, niezgoda na to, w jakim kierunku ida sprawy, choc dostrzec tez mozna swiatelko nadziei.



http://www.japantimes.co.jp/opinion/2013/03/31/commentary/last-post-japans-outdated-model-is-dead-long-live-the-emerging-vision/

sobota, 4 maja 2013

Dalej o Fukushimie



Czas na update z Fukushimy, wiadomosci z ostatnich ca. 2 miesiecy. Zaznaczam, informacje, choc prawdziwe, nie sa do konca obiektywne. Mozna je rowniez traktowac jako rebuttal do pojawiajacych  sie w polskich mediach doniesien o Fukushimie, sprowadzajacych sie do tego, ze jedyna  przyczyna wypadku bylo tsunami, ze nikt nie zginal w wyniku napromieniownia i ze wobec tego atom jest w 100% bezpieczny i trzeba go jak najszybciej aplikowac do Polski.

1/W kwietniu, szefostwo Tepco drugi raz bodaj, przyznalo sie do uchybien, ktore staly za katastrofa z 11 marca 2011 roku. W specjalnym raporcie mozna przeczytac m.in.:

"Tokyo Electric Power Co. acknowledged in a report Friday that it was not prepared to deal with the earthquake and tsunami that ravaged northeast Japan in March 2011 (...)",  i dalej
"TEPCO’s equipment and safety measures were insufficient and that the meltdowns should have been avoided (...)"

por.
http://newsinfo.inquirer.net/381659/japanese-utility-takes-blame-for-nuclear-crisis#ixzz2OyXQCCiW

inny wycinek: "(Tepco)  deserves most of the blame for the country’s nuclear crisis, in its strongest remarks about its own shortcomings. ", szef Tepco Hirose mowi: Our safety culture, skills and ability were all insufficient,”.

2/Kilka razy doszlo do przerwania dostaw pradu w zniszczonej elektrownii, mi.in. do basenow chlodzacych zuzyte paliwo, raz, czy dwa gryzonie (szczury) wywolaly zwarcie instalacji elektrycznej. Wypowiedz Shunichi Tanaka, szefa regulatora NRA: 
Fukushima Daiichi is still in an extremely unstable condition, there is no mistake about that,. (...)We cannot rule out the possibility that similar problems might occur again. Whenever a problem occurs, it halts the plant’s operations and delays the primary goal of decommissioning the plant.”

3/Doniesienia, nie takie znow czeste, o warunkach pracy w elektrowni, chodzi zatrunionych przez Tepco i posrednie firmy podwykonawcow:

"A dinner of boiled vegetables and 3.3 square meters of floor space for sleeping—those are the harsh conditions awaiting laborers who undertake government-mandated decontamination work necessitated by the nuclear accident at Tokyo Electric’s Fukushima Daiichi nuclear power plant in Fukushima Prefecture. In some cases, workers are basically laboring for free when taxpayer-funded danger pay is excluded from their pay packets."
oraz
I wasn’t treated like a human being,” said a 59-year-old man from Aomori Prefecture who engaged in decontamination work in Tamura City for about two months from September of last year. He and three other workers were made to sleep in a tiny 13-square meter bungalow. He was also shocked when served his first dinner. “The only side dishes to go along with a bowl of rice were boiled eggplant, bean sprouts and bell peppers.”


4/Relacja, troche spozniona, w druga rocznice wypadku, o zyciu w Fukushimie i o tych co oposcili prefekture. 

http://en.rocketnews24.com/2013/03/02/japanese-bloggers-troubling-insight-into-the-psyche-of-post-disaster-fukushima-residents/

wybrane fragmenty:

"According to one former Fukushima resident, however, there is something very much amiss in the prefecture. An uncomfortable air of forced self-assurance pervades many towns, and the general message of “all is well” is repeated ad nauseam, with those who go against the grain met with disdain and reproach."
Komentarz o falling into a “wartime-like” state where people must join the general consensus or risk being seen as potentially harmful to society

Despite evacuating Fukushima in the summer and coming to live in Yamagata Prefecture, I make occasional trips back to the area. I have come to be feel quite alarmed by the way of thinking and the overall feeling in the air within Fukushima, and I feel that these attitudes have become more and more common in recent times. From doctors and hospital staff to schools and city officials, the message being repeated over and over is that Fukushima is safe, so much so that I have come to feel that, if I didn’t go along with it and join in this way of thinking, then I would simply not be welcome there."

The government has created an environment wherein people are going about their daily lives, all the time wondering whether their child will develop cancer or leukemia, yet conditioned not to breathe a word about it. It’s like living in wartime Japan again.”

5/Perspektywy.
"A U.N. nuclear watchdog team said Monday that Japan may need longer than the projected 40 years to decommission its tsunami-crippled nuclear plant and urged its operator to improve plant stability."
The head of the International Atomic Energy Agency team, Juan Carlos Lentijo, said Monday that damage at the Fukushima Daiichi plant is so complex that it is “impossible” to predict how long the cleanup may last.
As for the duration of the decommissioning project, this is something that you can define in your plans. But in my view, it will be nearly impossible to ensure the time for decommissioning such a complex facility in less than 30-40 years as it is currently established in the roadmap,”

6/Skazenie:
"Radioactive cesium levels exceeding 100,000 becquerels per kilogram were measured in mud accumulated at the bottom of swimming pools at two high schools in and around Fukushima city. "

7/Inne linki: 
NHK video on the lives of some of the nuclear refugees living in temporary accommodation.
http://www.youtube.com/watch?v=armuMPnHRW8&sns=em

Some photos & video of the IAEA visit 
http://photo.tepco.co.jp/en/date/2013/201304-e/130417-01e.html

ponizej sa linki do roznych filmow dokumentalnych, wiekszosci nie mialem jeszcze czasu objerzec, ale zamieszczam, by byly w jednym miejscu:

Nuclear Nation” official site: http://nuclearnation.jp/en/

Surviving Japan” official site: http://survivingjapanmovie.com/

Pray for Japan” official site: http://prayforjapan-film.org/

Ian Thomas Ash: http://www.documentingian.com/

The Tsunami and the Cherry Blossom” official site: http://thetsunamiandthecherryblossom.com/

The Land of Hope” trailer: http://www.youtube.com/watch?v=XPv3BX39dPk

Himizu” official site: http://thirdwindowfilms.com/films/himizu

Fukushima: Memories of the Lost Landscape” official site: http://www.somakanka.com/eng.html trailer: http://www.youtube.com/watch?v=EMeMk38tyrs

Kalina’s Apple, Forest of Chernobyl” http://kalina-movie.com/

czwartek, 2 maja 2013

Chinscy mlodzi.

Polecam artykul Jamesa Palmera o chinskich 20/30-latkach, jeden z lepszych tekstow o Chinach jaki ostatnio czytalem. Na pewno nie daje on calosciowego obrazu, ale to bardzo mocne, napakowane trescia, dziennikarstwo.

http://www.aeonmagazine.com/living-together/james-palmer-chinese-youth/

Oraz niewiele ustepujacy mu teskt na podobny temat z pisma Dissent:

http://www.dissentmagazine.org/article/chinas-youth-do-they-dare-to-care-about-politics

Nie bede komentowal tych artykulow, trzeba je po prostu przeczytac. Na marginesie uwaga tylko do wypowiedzi mlodego Chinczyka z drugiego tekstu, ktory twierdzi, ze masakra Tiananmen byla slusznym wyborem. Mowi to wyksztalcony na elitarnej uczelni i studiujacy za granica dwudziestokilkulatek. Nie ma podstaw, by mu nie wierzyc.

Gdyby spojrzec na Chiny z pewnej perspektywy, z ostatnich, powiedzmy, dziesieciu-pietnastu lat, to trudno nie zauwazyc zmiany sposobu ich postrzegania-definitywnego rozstania sie z idea, ze zagranica (Zachod) moze w jakikolwiek planowy sposob wplywac na polityke wewnatrzna Chin (np.prawa czlowieka). Tak musialo sie chyba stac- Chiny sa po prostu za wielkie i za stare. Ale tez obraz Zachodu na swiecie jest dzis calkiem inny, niz wtedy gdy Polska zegnala sie z komunizmem- na pewno jest on mniej rozowy.
I choc trudno moralnie zaakceptowac taka logike, to opinii mlodego Chinczyka, ktory twierdzi, ze alternatywa dla Chin wtedy bylo to, co dzis dzieje sie w Egipcie- nie mozna do konca przekreslic. A przeciez chinscy wladcy w 1989 roku mieli jeszcze jedno wyjscie: wziac spoleczenstwo za twarz i nie zezwolic na zadne reformy, czyli zrobic z Chin druga Koree Polnocna albo Bialorus. Przy zachowaniu wszystkich proporcji, bylaby to sytuacja podobna do polskiej po wprowadzeniu stanu wojennego. To, moim zdaniem, najwieksza wina Jaruzelskiego.