czwartek, 2 maja 2013

Chinscy mlodzi.

Polecam artykul Jamesa Palmera o chinskich 20/30-latkach, jeden z lepszych tekstow o Chinach jaki ostatnio czytalem. Na pewno nie daje on calosciowego obrazu, ale to bardzo mocne, napakowane trescia, dziennikarstwo.

http://www.aeonmagazine.com/living-together/james-palmer-chinese-youth/

Oraz niewiele ustepujacy mu teskt na podobny temat z pisma Dissent:

http://www.dissentmagazine.org/article/chinas-youth-do-they-dare-to-care-about-politics

Nie bede komentowal tych artykulow, trzeba je po prostu przeczytac. Na marginesie uwaga tylko do wypowiedzi mlodego Chinczyka z drugiego tekstu, ktory twierdzi, ze masakra Tiananmen byla slusznym wyborem. Mowi to wyksztalcony na elitarnej uczelni i studiujacy za granica dwudziestokilkulatek. Nie ma podstaw, by mu nie wierzyc.

Gdyby spojrzec na Chiny z pewnej perspektywy, z ostatnich, powiedzmy, dziesieciu-pietnastu lat, to trudno nie zauwazyc zmiany sposobu ich postrzegania-definitywnego rozstania sie z idea, ze zagranica (Zachod) moze w jakikolwiek planowy sposob wplywac na polityke wewnatrzna Chin (np.prawa czlowieka). Tak musialo sie chyba stac- Chiny sa po prostu za wielkie i za stare. Ale tez obraz Zachodu na swiecie jest dzis calkiem inny, niz wtedy gdy Polska zegnala sie z komunizmem- na pewno jest on mniej rozowy.
I choc trudno moralnie zaakceptowac taka logike, to opinii mlodego Chinczyka, ktory twierdzi, ze alternatywa dla Chin wtedy bylo to, co dzis dzieje sie w Egipcie- nie mozna do konca przekreslic. A przeciez chinscy wladcy w 1989 roku mieli jeszcze jedno wyjscie: wziac spoleczenstwo za twarz i nie zezwolic na zadne reformy, czyli zrobic z Chin druga Koree Polnocna albo Bialorus. Przy zachowaniu wszystkich proporcji, bylaby to sytuacja podobna do polskiej po wprowadzeniu stanu wojennego. To, moim zdaniem, najwieksza wina Jaruzelskiego.