środa, 15 maja 2013

Hashimoto

Znowu jest afera z wypowiedzia na tematy wojenne japonskiego polityka. Chodzi tym razem o Toru Hashimoto, burmistrza Osaki i szefa jednej z mniejszych partii, aspirujacej jednak do bycia wiodaca sila w kraju. Hashimoto powiedzial mniej wiecej, ze nie rozumie skad tyle halasu o przyfrontowe domy publiczne w czasie wojny, czyli o prostytutki swiadczace uslugi japonskim zolnierzom. Jego zdaniem to naturalne i potrzebne, bo lepiej miec takie instytucje pod kontrola, niz oddac sprawe na zywiol meskich popedow. Zachecil tez, dla zdrowia, amerykanskich zolnierzy stacjonujacych w Japonii, do korzystania z takich przybytkow. 

Sprawa jest interesujaca z kilku wzgledow.

1/Na pewno jest tak, ze w tradycyjnej kulturze Japonii podejscie do seksu i prostytucji bylo duzo mniej purytanskie, czyt. bardziej pragmatyczne, niz na Zachodzie. Seksu, rowniez platnego, nie kojarzono z grzechem. Zaraz po drugiej wojnie, byl taki strach, ze amerykanscy zolnierze beda seryjnie gwalcic “porzadne” japonskie dziewczeta i kobiety, ze zorganizowano specjalne miejca, gdzie uslugi swiadczyly zawodowe prostytuki. Podobnie "planowo" bylo wiec na wojnie i w tym sensie Hashimoto ma racje. Ale nawet jesli tak, to pozostaje, pytanie, czy wypada tak lekko o tym chlapac, czy nie jest to akurat ta sytuacja, gdy mowimy, ze "hipokryzja to hołd składany cnocie przez występek". Co innego, gdyby chodzilo o zamkniete spotkanie, wywazony esej, a tak musialo sie skonczyc skandalem.  

2/Tym bardziej, ze ten konkretny przypadek jest obolaly i bynajmniej niejednoznaczny. Bo istota problemu “comfort women” polega na tym, ze byly one zmuszane do prostytucji, ze bylo wsrod nich wiele normalnych kobiet (glownie Koreanek, rowniez Chinek i Holenderek mieszkajacych w Indonezji), i trauma, ktorej doznaly naznaczyla je na cale zycie. Wiele kobiet, zwlaszcza w Korei, albo ukrywalo swoja tajemice do smierci, albo nigdy nie wyszlo za maz. W tym sensie, wypowiedz Hashimoto jest co najmniej malo delikatna, nawet w pozniejszej, zlagodzonej wersji. 

3/Oczywiscie sprawa ma kontekst polityczny. Jest to jeden z tych tematow, ktory zawsze mozna uruchomic dla biezacych celow, po jedenej i drugiej stronie. Koreanczycy zawsze moga docisnac pedal martyrologii i zazadac nastepnych i jeszcze nastepnych i jeszcze nastepnych przeprosin. Mozna pytac, czy stawianie pomnika comfort woman przed japonska ambasada w Seulu jest dobrym pomyslem? Z drugiej strony, kwestia stosunku Japonii do wlasnej wojennej przeszlosci oczywiscie istnieje. Nie jest to, jak chca niektorzy, efekt kulturowy (brak poczucia winy u Japonczykow), a raczej skomplikowanej sytuacji politycznej w tym kraju po wojnie, wewnetrznej i zewnetrznej.

4/Nie ukrywam, ze przez krotki czas, gdzies na pocz. zeszlego roku, patrzylem z sympatia na Hashimoto. Irytowal celebryckoscia, ale wydawalo sie, ze ma jakis program, chocby czesciowy, a przynakmniej, ze przewietrzy zmurszala scene polityczna. Teraz to juz odlegle wspomnienie...