czwartek, 30 maja 2013

Wizyta

Myli sie premier Tusk, gdy usprawiediwia wizyte p. Kopacz w Pekinie 4 czerwca, mowiac ze historia Chin obfituje w tyle dramatycznych wydarzen, ze trudno znalezc jakis niekontrowersyjny termin. Owszem, historia Chin jest bujna, ale nie ma chyba innej (prosze wskazac!), poza 4 czerwca, konkretnej daty, ktora czlowiek nie zajmujacy sie zawodowo Chinami moglby wymienic. O innych, czasem dramatycznych wydarzeniach, mowimy odnoszac je raczej do okresow historycznych. (Powstanie Tajpingow, Bokserow, Rewolucja Kulturalna itd.).

4 czerwca ma wiec znaczenie symboliczne. Daja temu wyraz (bo im wolno) chocby mieszkancy Hong Kongu, czy Tajwanu. Zatem wizyta zagraniczna na wysokim szczeblu, wlasnie w tym dniu, bedzie, tak czy inaczej, odnoszona do wydarzen z Tiananmen. Szans, na publiczne wspomnienie o rocznicy, nie ma zadnych. Wladze pilnuja, by zwlaszcza ten dzien niczym sie od innych nie wyroznial. Zreszta, jakas nagla improwizacja, czy szarza w pojedynke z polskiej strony, bylalby duzym bledem (Tusk wspomnial, ze Kopacz poruszy kwestie braku wolnosci w Chinach ). Polski glos, krytyczny wobec Chin, ma sens tylko wtedy, gdy reprezentuje cala Unie Europejska. 

Bedzie wiec zapewne tak, ze w czasie rozmow dwustronnych Kopacz napomknie cos o prawach czlowieka, a Chinczycy jej przyklasna, zapewniejac ze konsekwentnie holduja tej szczytnej idei wyciagajac miliony ludzi z biedy. Po powrocie do Warszawy, polska strona opowie jak walczyla o chinska demokracje, a w Pekinie nikomu nie bedzie o tym wiadomo. 

Chociaz... moze tez nie do konca. Przecietny Chinczyk o Polsce nie wie nic. Ale ci bardziej uswiadomieni, czesc elit, w tym partyjnych, dobrze pamietaja Solidarnosc. To wlasnie polski Sierpien i potem Pierestrojka sluzyly chinskim przywodcom za memento: co stanowi najwieksze zagrozenie dla ich wladzy. Tak wiec dla czesci bardziej liberalnych, a milczacych dzis Chinczykow, “biznesowa” wizyta w Chinach 4 czerwca, politykow wywodzacych sie, badz co badz, z Slidarnosci, moze byc odczytana jako dowod poparcia dla wladz, (“bo skoro nawet w tym dniu...”). Z drugiej strony warto obesrwowac oficjalne media. Czy, nie wspominajac o Tiananmen, nie zechca w odpowiedni sposob naswietlic propagandowo tej wizyty. 

Niewiele da sie zrobic dla praw czlowieka w Chinach. Biznes jest wazny. Ale gesty, czasem drobne, czasem pozorne, tez sie licza. W tym przypadku wystarczylo po prostu pewnej rzeczy nie robic. A nie, post factum, wyszukiwac uzasadnienia dla najpewniej dyplomatycznej fuszerki.