piątek, 21 czerwca 2013

Ich Matki, ich Ojcowie

Z lekkim opoznieniem obejrzalem budzacy tyle kontrowersji film “"Unsere Mütter, unsere Väter"”, a scislej tylko jego trzecia czesc, byc moze wydzwiek calosci jest inny. 
Trick tego obrazu polega na tym, ze literalnie historia w nim opowiedziana moze byc prawdziwa, sadzac po zakonczeniu -istotnie oparta jest ona na losach piatki prawdziwych osob. 
Tylko ze, wydaje mi sie, u kazdego swiadomego widza, ktory ma jakas elementarna wiedze hisoryczna, ogladajac taka historie rodzic sie musi poczucie dyskomfortu, odruchowej niezgody, swiadomosci bycia wciaganym w nie calkiem czysta gre, w ktorej zdarzenia poszczegolnych bohaterow, ich (prawdziwe) emocje, moga sluzyc relatywizacji, rozmiekczeniu wielkiej zbrodni, ktora miala miejsce. Tej zbrodni, w sposob planowy, dokonali Niemcy. 
Przygladajac sie zdarzeniom jednostek czy malych zbiorowosci, w dowolnym miejscu na ziemi i momencie historycznym zawsze napotkamy te same emocje i zachowania, bedzie tam milosc i nienawisc, zazdrosc, klamstwo, zdrada, odwaga, tchorzostwo, moralne rozterki... Mozna taka historie opowiedziec nie tylko o piatce mlodych, sympatycznych osob, ale tez, jestem pewnien, umieszczajac ja gdzies na gornych pietrach dowodzenia niemieckiej armii. Widzowi, zwlaszcza gdy dzielo jest zrecznie zrobione, latwo bedzie sie z bohaterami "po ludzku" utozsamic, moze nawet wzruszyc. Tylko jedna i druga opowiesc nie sa rownowazne. Jasne, dla wiedzy hisotrycznej, pelni obrazu -takie historie rowniez powinny byc opowiedziane, podobnie jak losy wypedzonych Niemcow, czy bombardowanie Drezna. Ale wielka, bezprecedensowa, zbrodnia Hitlera, popieranego przez wiekszosc spoleczenstwa Niemiec, zawsze jest pierwsza. I nie jest tak, ze poniewaz zbrodnia ta zostala juz dokladnie opisana, to teraz jest czas, by pokazac druga strone. Tamto zawsze i nierozlacznie musi byc jako pierwsze i to Ono stwarza kontekst dla dalszych narracji.

O obrazie Polakow w filmie powiedziano juz wszystko. Pomijam juz to czy, jak chca niektorzy, pokazano nas tam jako brudnych dzikusow, czy nawet bestie. Chociaz jedynym “zyciowym” watkiem jest rozmowa partyzantow o kapuscie kiszonej czy bigosie... Problemem jest oczywiscie antysemityzm. W gruncie rzeczy jedyna lekcje z jasnym przekazem, jaka widz dostaje o Polakach, jest to, ze byli antysemitami. Wszyscy. Jest watek z wagonem zydowskich wiezniow, ktorym Polacy nie chca pomoc. Na mnie jednak wieksze wrazenie zrobila historia polskiego dowodcy partyzantki, ktory oddala czlowieka z oddzialu (Niemca!) tylko dlatego, ze dowiaduje sie o jego zydowskim pochodzniu, dajac mu przy tym pistolet na droge. To jest bardzo wymowne: on lubi, nawet szanuje tego czlowieka, jednak fakt pochodzenia przesadza wszystko. To antysemityzm w najczystszej postaci, prawda? Nie, oparty na falszywych badaniach naukowych, wzgledach ekonomicznych, czy Bog wie jakich. To jest obrazowe przedstawienie formuly, ze “Polak wysysa antysemityzm z mlekiem matki”. Z tamtego "niemieckiego" antysemityzmu mozna sie pewnie wyleczyc, a z tego? Spojrzmy na ta historie odnoszac ja do wspoleczesnosci. Czy dla przecietnego Niemca nie nasuwa sie i taka interperetacja, ze owszem narobilismy wtedy wiele zlych rzeczy, ale teraz jestesmy juz inni, nowoczesni, kochamy ludzkosc, w przeciwienstwie do tamtych za wschodnia granica?