niedziela, 28 lipca 2013

Fukushima bez konca.

Ostatnio znow wysyp (zlych) wiadomosci z Fukushimy. Wlasciwie to juz norma, jednak oprocz waskiego grona zainteresowanych-na swiecie nikt o tym nic nie wie. Tym razem bedzie moze troche inaczej, bo w stol uderzyli eksperci zagraniczni.  

Otoz Tepco (operator elektrowni), pierwszy raz oficjalnie przyznalo, ze z elektrowni w Fukushimie wycieka do oceanu skazona woda. Wiele osob od dawna to podejrzewalo, jednak Tepco nigdy nie potwierdzilo informacji. Teraz mowi zas, ze “nie chcialo niepokoic spolecznestwa ”, dopoki nie bedzie calkowitej pewnosci. Biorac pod uwage dluga historie matactw tej firmy (jeszcze przed katastrofa), pewnie malo kto wierzy w te tlumaczenia, ludzie mysla raczej, ze dluzej nie dalo sie tego ukrywac. Wystarczy poczytac komentarze intrnautow.

Przyznaje jednak, ze ja nieco zaskoczony jestem. Zdanie o Tepco mam oczywiscie wyrobione od dawna, ale fakt, ze byla katastrofa, ze jest sie bacznie obserwowanym, powinno wzbudzic jakas refleksje. Nie dlatego, ze dyrekcja firmy przeszla moralne katharsis i postanowila zachowywac sie odtad rzetelnie. Nie-po prostu dlatego, ze latwiej byc teraz zlapanym za reke. Byc moze jednak te dwa i pol roku od katastrofy wystarcza, by sprawy zaczely powracac do status quo ante, tym bardziej, ze u wladzy znow jest LDP, partia mocno osadzona w establishmencie polityczno-biznesowym.

Dale Klein, byly szef NRC (amerykanski regulator) powiedzial w Tokio: “Wydaje sie, ze (Tepco) nie informuje Japonczykow (o tym co dzieje sie w elektrowni). Wasze (Tepco) zachowanie wskazuje, ze nie macie pojecia o tym, co robicie...nie macie planu, i nie robicie wszystkiego co w waszej mocy, by chronic srodowisko i ludzi”. I jeszcze “..jestesmy sfrustrowani waszym zachowaniem, odnosnie informacji o skazonej wodzie...”.

Czyli Tepco, ktore jest emblematycznym przykladem organizacji z samego jadra japonskiego establishmentu, zachowuje sie tak, jakby w Fukushimie nic sie ie stalo. A przeciez te male kamyczki: pojedyncze oszustwa, przemilczenia, korupcja-one w sumie skladaja sie na istote problemu, ktory stoi za katastrofa 3.11. 

Ch.Hobson z UN University, mowi ze w obliczu tych i szeregu innych zaniedban, panstwo powinno przejac bezposrednia kontrole nad Fukushima. Po prostu usunac calkowicie Tepco z terenu zniszczonej elektrowni. No tak, ale kto sie wtedy sprzataniem tego miejsca zajmie? Pewnie ludzie z innych firm energetycznych, ktore i tak sa z Tepco powiazane. Przypomnijmy, ze firma ta od ponad roku jest de facto znacjonalizowana i panstwo mialo dosc czasu by dokonac tam bardziej radyklanych reform. 

Mnie jednak cala ta historia prowadzi do jeszcze innej konkluzji. Nie chce tu zdradzac tresci ksiazki, ktora powinna ukazac sie za niecale dwa miesiace, ale zarowno w debacie, ktora sie po Fukushimie w Japonii toczyla, jak i w samym raporcie parlamentarnym poswieconemu katastrofie-duzo mowi sie o kulturowym podlozu tragedii: wlasnie o tej niecheci do informowania o zlych rzeczach, o lojalnosci wobec organizacji kosztem prawdy, a nawet bezpieczenstwa. Osobiscie, ostrozny jestem wobec takich jednowymiarowych interpretacji, ale gdy "again and again" podobne hisotrie wychodza na swiatlo dzienne, to kaza one przyjrzec sie tym argumentom na nowo.