wtorek, 2 lipca 2013

Zycie seksualne w Kraju Kwitnacej Wisni

Znowu pojawil sie artykulik o kondycji seksualnej Japonczykow.


Tym razem komentarzy nie ma tak duzo, zazwyczaj jest ich kilkaset, moze dlatego wlasnie, ze temat jest dosc czesto odgrzewany. Wnioski z badan zgodne z oczekiwaniami: Japonczycy kochaja sie rzadko, lokujac sie na dnie swiatowych rankingow, slabo jest tez z satysfakcja z zycia intymnego (to juz inne badania), okazuje sie tez, ze wiek inicjacji jest w Japonii relatywnie pozny.

Warto poczytac komentarze wlasnie pod takim artykulem jak w Japan Today, bo wiekszosc piszacych to cudzoziemcy, w tym wypadku glownie mezczyzni (Anglosasi) bedacych w relacjach z Japonkami. Opinie sa na ogol krytyczne.

Temat jest zbyt obszerny na notke internetowa, tutaj kilka pobieznych uwag kogos, kto hm.. wiele lat w Japonii spedzil.

Mezczyzni zala sie, ze zycie seksualne- jesli w ogole satysfakcjonujace- jest tylko do momentu, gdy kobieta urodzi pierwsze dziecko. Potem wszystko sie zmienia. Zona staje sie matka nie tylko dla potomka, ale i dla meza, do ktorego zwraca sie juz zwykle papa. To odbija sie na zyciu intymnym, bo trudno wobec kogos, kto traktuje cie po matyczynemu, skrzesac nawet raz na jakis czas pozadanie i vice versa. Poza tym, po urodzeniu, dziecko bardzo dlugo spi w lozu malzenskim, czy wrecz tylko z matka, dla papy moze zabraknac miejsca-z wiadomymi konsekwencjami. (Notabene to znany chinski pisarz Lu Xun powiedzial, ze kobieta wobec mezczyzny wystepuje tylko w dwoch relacjach: jako corka lub jako matka. ).
Wynikaloby z tego, ze w Japonii seks malzenski sluzy glownie prokreacji, czyli-dodajmy- zgodnie z tradycja, w ktorej mezczyzni spelnien mesko-damskich szukali zwykle w otoczeniu gejsz lub nizszych ranga profesjonalistek. Dzis, wbrew stereotypom, jest jednak troche inaczej, do zdrady przyznaje sie w zaleznosci od regionu (!) kraju miedzy 15 a 25% ankietowanych. Poza tym, ostroznie z generalizowaniem- w mediach, w listach do gazet, nie brakuje zon, skarzacych sie na brak zainteresowania za strony mezow. Najczestszym wytlumaczeniem jest pracocholizm Japonczykow, z ktorych firma wysysa cala energie.

Warto zwrocic jednak uwage na druga strone medalu. W tych milosnych rankingach, nie tylko Japonczycy, ale i pozostali Azjaci (Tajwan, Korea itd) wypadaja kiepsko. Podzial biegnie wiec moze wzdluz granic cywilizacji.

Czy nie jest troche tak, ze to nasza, zachodnia cywilizacja opetana jest seksualnoscia i ze moze Azjaci trakutja ja bardziej naturalnie? Czy przypadkiem nie dlatego, ze seks na Zachodzie byl kiedys nieczysty i kojarzony z grzechem, nastapilo odbicie w druga strone? Teraz stawiany jest na piedestale, kreuje sie sytuacje spoleczna, w ktorej nie tylko udane, ale wrecz pelne rozkoszy zycie seksualne, za kazdym razem, z obu stron, staje sie wrecz obowiazkiem. Rzeczywistosc jest chyba czesto inna, a presja powoduje, ze nielatwo sie do tego przyznac.

Pamietam lekture Milosza “Widzenia znad Zatoki San Francisco”, pisana w latach 60-tych w Kalifornii-okres wyzwolenia seksualneogo. Zwroca on na te problemy uwage, na epatowanie zewszad seksem: tysiace poradnikow pisanych nie rzadko przez szarlatanow, programow telewizyjnych... W spoleczenstwie prowadzi to do hipokryzji i stresu.

Dlatego, wydaje mi sie, warto czasem ostrozniej podchodzic do roznch ankiet prowadzonych w roznych krajach i na roznych kontynentach. Nie twierdze, ze Japonczycy nie maja problemow z zyciem intymnym, ale rzeczywistosc tu i tam, jest chyba bardziej skomplikowana.


Jedna tylko opinie da sie od reki sprostowac. Wsrod komentarzy do takich artykulow jak powyzej, czesto pisze ktos, ze brak seksu jest powodem niskiej dzietnosci Japonczkow. Okazuje sie jednak, ze w rankingu Polacy wychodza niemal na atletow seksualnych, a dzieci jest u nas chyba jeszcze mniej niz w Japonii...