piątek, 2 sierpnia 2013

Cocky Chinese: Eric X. Lee

Eric Lee mowi, ze Chinczycy dali sie zwiesc tylko raz, gdy ulegli zaczadzeniu marksizmem po 1949 r. z wszystkimi tego-znanymi (choc w Chianch tez przemilczanymi)-konsekwencjami. Drugi raz juz tacy naiwni nie byli-nie poddali sie wiec dyktatowi uniwersalnej rcepty na szczescie, ktora owladnela swiatem cwierc wieku temu, gloszacej ze ostatecznym spelnieniem dziejow ludzkosci jest kapitalizm i liberalna demokracja. Lee zestawia obie doktryny (demokracja i komunizm) jako wielkie uniwersalistyczne projekty wymyslone na Zachodzie i sadzi ze oba sa bledne. Ludzkosc nie rozwija sie w spospob linearny, a kazdy kraj ma prawo do swojego modelu. Chiny taki model wybraly i dlatego odniosly suksces. Jest to model wlasny- nie do powtorzenia gdzie indziej.

Tu jego niedawne wystapienie.

Pisalem niedawno o jego pogladach. Teraz wracam bo sa one jak ta drzazga, ktora haczy i uwiera. Wspominalem, ze Lee jest jednym z glosnieszych ostatnio na Zachodzie adwokatow chinskiej drogi. Od innych rozni go subtelna, ale znaczaca roznica: mowi on wprost, ze Chiny nigdy nie zaakceptuja demokracji opartej na powszechnych wyborach. Wielu innych biznesmenow, czy ludzi powiazanych jakos z establishmentem tak definitwnie drzwi nie zamyka. Demokracja? Moze kiedys w przyszlosci...
Tezy Lee brzmia efektownie i sa w duzej mierze oparte na faktach. Setki milionow Chinczykow wyszlo z biedy, a ludzie patrza z optymizmem w przyszlosc. Co wiecej, twierdzenie ze tylko w obecnym modelu taki sukces mogl nastapic-moze byc prawdziwe. Choc nie wiemy oczywiscie jak potoczylyby sie losy Chin gdyby po 1989 roku staly sie one demokracja.

Niektore argumenty Lee mozna od reki kwestionowac.

Czy model chinski istotnie jest tak unikalny? Sukces gospodarczy jest faktem, ale czy schody nie zaczna sie dopiero teraz? Chiny sa wciaz w duzej mierze krajem biednym, latwo popierac rzad, gdy gospodarka rosnie 8-10 procent rocznie. Co bedzie, gdy nadejdzie spowolnienie? Itd. itd.

Tym razem jednak interesuje mnie troche co innego. Jaka jest rola swobody wypowiedzi, wolnych wyborow- znanych nam wszystkich atrybutow demokracji? Czy sa to wartosci same w sobie, czy nie? Sa uniwersalnym przedmiotem emancypacji, aspiracji, czy nie sa?
Wezmy przyklad Korei Polnocnej. Jesli obralaby chinska droge rowoju- bez demokracji i odniosla sukces i gdyby na polwyspie koreanskim zaistnialy dwa panstwa rownie zamozne, ale jedno byloby demokratyczne, a drugie nie, to...w ktorym byloby lepiej zyc? Dla mnie odpowiedz jest oczywista. A co by powiedzial Lee? Czy moze byloby jednak i tak, ze w tej sytuacji (problem staje sie akademicki, bo dwoch identycznych okolicznosci nie ma), ktos jednak przeniesie sie na Polnoc? Biznesmieni lubiacy porzadek i mozliwosc forsowania projetkow bez ogladania sie na opinie publiczna? Zwykli ludzie, ktorych drazni obecna infantylnie-medialna demokracja?
Tylko dlaczego w takim razie wiekszosc chinskich milarderow ma podwojne obywatelstwo, chinskie z amerykanskim, kandayjskim, czy australijskim? Jakos (na (razie) nie slychac, by zachodni miliarderzy marzyli o emeigracji do pulsujacych pozytywna energia Chin.

Lee na potwierdzenie swoich tez, wspominal kiedys tez o Japonii-moze Japonczycy maja i wybory, ale popatrzcie: w istocie rzadzi tam ciagle jedna partia, Japonia jest quasi demokracja. Podobne opinie slychac czesto i od innych Chinczykow. Moja odpowiedz: Japonie znam dobrze, Chiny niezle i przy wszystkich zastrzezenach do japonskiej polityki (rzady biurokracji, korupcja, marionetkowi politycy) i mimo, ze pod wzgledem zamoznosci chinskie metropolie upodabniaja sie do japonskich: roznica jest radyklana. Wolnosc, nawet jesli nieuchwytna, po prostu jest. To sie czuje. W Japonii powiedziec mozna wszystko (moze za wyjatkiem krytyki cesarza;), politycy sa chlostani w mediach, prasa publikuje ciagle wskazniki popracia (dla Lee to choroba demokracji), internet jest nieskrepowany. W Chinach tego nie ma albo jest bardzo ograniczone.
Znane sa co prawda w historii przypadki zeslizniecia sie demokracji w dyktature, ale kazdy kto choc troche zna kraje Dalekiego Wschodu (Japonia, Korea Poludniowa Tajwan) wie jak wielka strata (dzis nie do pomyslenia) bylaby utrata demokracji dla ludzi tam mieszkajacych.

Ps. Dla jasnosci: lubie Chiny, lubie tam jezdzic, wiele rzeczy podziwiam, tylko ze potem znajduje w prasie np. takie rzeczy:

The president has even appeared to go out of his way to defend Mao’s legacy, despite periods of famine and political terror.

[...] The president’s remarks on Mao coincided with the release of a directive from the General Office of the Central Committee banning university discussion of seven topics: press freedom, judicial independence, universal values, citizens’ rights, civil society, cronyism and the party’s historical mistakes. The topics are among those most closely associated with political reform.
China’s Central Propaganda Department, Ministry of Education, and Central Communist Youth League made waves yesterday when they released a jointly developed a list of 100 books and a list of 100 movies, documentaries, and television shows that they plan to promote heavily among China’s youth. […]



[...]The first three books listed were Stories of Marx, China Has a Mao Zedong, and Zhou Enlai: the Early Years. Much like the language of the announcement itself, the list is heavy with Communist ideology and nationalism.