wtorek, 8 października 2013

Olimpiada





Jestem w Tokio, wypadaloby wiec napisac cos o decyzji przyznajacej temu miastu Olimpiade w 2020 roku
O ile nie wydarzy sie kolejna katastrofa naturalna, to da sie juz z grubsza przewidziec jak bedzie. Od ostrony technicznej i organizacyjnej wszystko zatem przebiegnie perfekcyjnie. Obiekty, ktore maja powstac-powstana i to przed terminem. Nowy stadion bedzie wspanialy, nowoczesny i tradycyjny zarazem. Japonia moze i ma potezny dlug publiczny, ale w porownaniu z tym wydatki na Olimpiade to smieszna suma. Sama dekontaminacja po Fukushimie pochlonie wiele miliardow dolarow.
Wiadomo tez, ze o ile nie zjawia chuligani (albo terrorysci) zza granicy, to bedzie bardzo bezpiecznie. (ultraprawica zostanie wczesniej uciszona, jesli trzeba to i przez jakuze) Japonczycy beda oczywsicie dopingowac swoich, ale z kultura, sa przeciez duzo mniej fanatyczni niz np. ich sasiedzi z Korei. Z pokora zatem beda przyjmowac wyzszosc zawodnikow zza granicy. Moze tylko bedzei mniej spontanicznie niz gdzie indziej, ale jak to zwykle w zyciu: cos za cos.

Wielu normalnych Japonczykow przyjelo decyzje Komitetu Olimpijskiego z radoscia, wielu nie spalo do rana (albo ustawilo budziki na wczesna godzine) by przezyc to na zywo, a potem mialo w oczach lzy.
A jednak, uznajac to wszystko, mi nie-Japonczykowi trudno wyzbyc sie ambiwalencji. A moze bedzie szczerzej, gdy napisze, ze przyjalem te dezycje dosc chlodno? Oto dwa glowne powody.

Po pierwsze Fukushima. Wiadomo ze sytuacja jest daleka od stabilnej. Teraz pojawi sie presja, by ten caly balagan jak najszybciej uprzatnac. Co prawda to juz nie te czasy, gdy dalo sie wszystko ukrywac, ale metody pracy i traktowania personelu w elektrowniach sa znane. Uciepria wiec, jak zwykle, prosci pracownicy, czesto zatrudniani dorywczo. Co jakis czas premier albo innych wysoki ranga polityk bedzie komunikowal swiatu, jak szybko wszystko wraca do normy. Jedyna nadzieja ze niezalezne media i moze eksperci zza granicy nie pozwola na lamanie prawa.

A druga rzecz, ktora budzi moj sceptycyzm (powinienem dodac: sceptycyzm naiwny) to chec odtworzenia nastroju, ktory panowal w Japonii po niedawnej katastrofie, czyli sterowanego odgornie zrywu calego narodu, tym razen po to, by zorganizowac olimpade, za ktora swiat bedzie podziwial Japonie. Pojawia sie slogany na kazdym kroku, edukowanie spoleczenstwa jak ma sie zachowywac w czasie Olimpady, jak traktowac obcych, wyuczone formulki w angielskim, a moze i w innych jezykach. A rownoczesnie zamilczanie wszystkich glosow, ktore osmielaja sie miec inne zdanie. Kto zglosi cien watpliwosci na temat olimpijskiego wysilku uslyszy pewnie ze nie jest prawdziwym Japonczykiem. Widze juz ten potezny mechanizm polityczno-medialno-biznesowy, ktorego trybiki stanowic beda wszyscy tzw. normalni Japonczycy. I tak bedzie przez wiele lat.

Pisalem o naiwnosci, bo przeciez wiem, ze inaczej pewnie byc nie moze. Taka jest po prostu Japonia z wszystkimi jej zaletami i wadami. Ale pomarzyc mozna: wolalbym wiec Japonie bez tego narodowego napinania sie, nawet dla szczytnej idei. Zeby bylo swobodniej, spokojniej, zeby wieksozsc Japonczykow sie zbuntowala i powiedziala establishmentowi: nie chce nam sie juz w to bawic.
Ale tak nie zrobia.