środa, 7 października 2015

Premiera Kopacz o atomie.

Premiera Kopacz o atomie.
Trochę z opóźnieniem, ale nie miałem nawet czasu by usiąść i napisać tę notkę.

Koniec stycznia 2013 (pamiętam doskonale, bo decyzja rządowa zbiegła się z premierą mojej książki o Fukushimie) -Tusk niespodziewanie podejmuje decyzje o budowie elektrowni atomowych do 2020 roku, koszt 40-60 mld zł. Już wtedy wyglądalo mi to na polityczny PR (rząd chciał pokazać, że coś robi z energetyką, Orban zdecydował akurat o budowie atomówek na Wegrzech), typowa wrzutka, a potem się zobaczy...
Stosowny urząd jednak powołano, na wstępne przygotwania (w tym na „atomowe” pensje kierownictwa) poszło jak czytam kilkaset mln. złotych. Teraz zaś premier polskiego rządu mówi: „W przeciwieństwie do moich konkurentów politycznych, nie mam w tyle głowy planu budowy elektrowni atomowych”
HELLOU... że jak?!
Czyli albo Tusk jest tym konkurentem politycznym albo, co prawie pewne, mamy dowód na bajzel w rządzie. Idzie przecież o jedną z ważniejszych dziedzin (energetyka) nawet nie dla funkcjonowania, co istnienia państwa.

Czytam również, że Pichocinski chce jednak budować reaktory, a przecież calkiem niedawno ważni ludzie z PSL byli przeciw, stawiali na OZE.
Mogę się nie zgadzać z Kaczynskim zachwalającym bezpieczeństwo atomowek, ale trzeba oddac PiS, że trzyma się jednego: niech naród (referendum) decyduje o budowie elektrowni jądrowych.

A tyle kasy poszlo na urabianie opinii publicznej o zaletach atomu. Zabawa za miliony państwowych/naszych pieniędzy.

Jeśli moge mieć jakąś osobistą satysfakcję, to premier w swojej wypowiedzi powołała się też na Fukushimę (było coś o katastrofie i jej konsekwencjach). Nie ma chyba na polskim rynku innej książki o Fukushimie poza moją. Wysłałem kilkadziesiąt egzemplarzy do polityków. Jeśli nie bezpośrednio do samej premier, to może dostał ją ktoś z bliskich współpracowników i....wplynął na szefową. Może.